Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, tak jak i nasza wyprawa. Ostatni dzień nie rozpieszczał nas słońcem tylko przywitał rzęsistym prysznicem z nieba. Po obfitym śniadaniu w Zamku Na Skale (www.zameknaskale.com.pl/)wskakujemy na maszyny i ruszamy w kierunku na Złoty Stok (www.kopalniazlota.pl/) przez Lądek Zdrój(www.ladek.pl/). Odcinek pomiędzy Lądkiem a Złotym Stokiem biegnie serpentynami przez Śnieżnicki Park Krajobrazowy. Snujące się w górach mgły sprawiły, że okolica stała się niesamowita, tajemnicza i na swój sposób groźna. Miałem wrażenie, że nagle cofniemy się w czasie i z lasu wyskoczą czarownice i leśne strzygi. Wyłaniająca się na horyzoncie wieża kościoła w Złotym Stoku przywróciła nas do rzeczywistości. Jadąc teraz już cały czas w dół przecięliśmy Nysę Kłodzką i mijając z prawej strony Wzgórza Strzelińskie (www.strzelin.pl/) dojechaliśmy do przepięknego opactwa Cystersów w Henrykowie(www.henrykow.eu/). Tam przechowywana jest Księga Henrykowska z pierwszym zdaniem zapisanym w języku polskim – „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai” co współcześnie oznacza: Daj, niech ja pomielę na żarnach, a ty odpocznij. Niestety deszcz i mocny wiatr sprawiły, że zrobiło się dosyć chłodno. Zatrzymaliśmy się żeby ubrać na siebie dodatkowe bluzy i zmienić mokre już skarpety. Droga nr 395 przez Strzelin przywiodła nas w porze obiadu z powrotem do Wrocławia. Tym samym zamknęliśmy naszą pętlę dookoła Dolnego Śląska.
Na koniec kilka refleksji i danych technicznych.
W wyprawie wzięły ostatecznie udział dwie maszyny – Suzuki Intruder – 800 cm 3 oraz Herley Dawidson – 1600 cm 3. Przejechaliśmy w sumie ok. 800 km przez 4 dni. Z tankowaniem nie było najmniejszych problemów – ilość stacji jest wystarczająca. Śniadania i kolacje jedliśmy w miejscach noclegu. Specjalne podziękowania dla: Hotelu Interferie z Głogowa(www.glogow.interferie.pl/), Zamku Kliczków (kliczkow.com.pl/), Zamku Czocha koło Leśnej (www.zamekczocha.pl), Western City w Ściegnach (www.western.com.pl/) oraz Zamku Na Skale w Trzebieszowicach(www.zameknaskale.com.pl/) . Średnio dziennie zużywaliśmy ok. 10 l paliwa na motocykl, Suzuki troszkę mniej, Hary troszkę więcej. Biorąc pod uwagę, że jeździliśmy dosyć krętymi drogami wynik całkiem niezły. Myślę, że wybór lokalnych dróg zamiast szybkich tras był trafny. Zdecydowanie przyjemniej jedzie się gdy na drodze jesteśmy tylko my i przepiękne pejzaże. Niestety zdarzały się odcinki gdzie trzeba było dobrze trzymać kierownicę aby nie wylecieć z drogi ale w ogólnym bilansie było ok. Szczególnie dwie drogi godne są polecenia zarówno ze względu na jakość nawierzchni jak i widoki. To drogi: nr 292 na odcinku od Chobieni do Głogowa – piękna szeroka trasa, wspaniałe pejzaże, samochody prawie tamtędy nie jeżdżą oraz droga nr 350 gładka jak stół od Bolesławca do Kliczkowa – biegnąca przez wspaniałe Bory Dolnośląskie. Inna refleksja która nasunęła mi się podczas podróży to, że bardzo często spotykaliśmy znaki tras rowerowych których mamy na Dolny Śląsku dosyć dużo. Ile dokładnie będziemy wiedzieli jeszcze w tym miesiącu ponieważ trwa inwentaryzacja tras turystycznych prowadzona przez Dolnośląską Organizację Turystyczną.
Wiele osób zapyta pewnie czy objechaliśmy cały Dolny Śląsk? Nie – objechaliśmy zaledwie jedną dziesiątą tego co jest warte zobaczenia i dotknięcia w naszym rejonie. Dzięki bogatej historii Dolny Śląsk jest miejscem niesamowitym i pełnym tajemnic. Jak go zwiedzać? Samochodem a może rowerem ? W każdy możliwy sposób – samochodem, motocyklem, pociągiem, autobusem, kajakiem, rowerem a nawet na pieszo. Z Jakubowa zaczyna się przecież dolnośląski odcinek szlaku pielgrzymkowego św. Jakuba do Santiago de Compostela.
Na naszej trasie przejechaliśmy przez następujące miejscowości:
Wrocław, Zawonia, Krośnice, Milicz, Żmigród, Wińsko, Jemielno, Chobienia, Głogów, Jerzmanowa, Jakubów, Przemków, Chocianów, Chojnów, Złotoryja, Lwówek Śląski, Bolesławiec, Kliczków, Nowogrodziec, Lubań, Leśna, Mirsk, Stara kamienica, Jelenia Góra, Ściegny, Kowary, Kamienna Góra, Krzeszów, Chełmsko Śląskie, Mieroszów, Boguszów Gorce, Głuszyca, Nowa Ruda, Srebrna Góra, Bardo, Kłodzko, Trzebieszowice, Lądek Zdrój, Złoty Stok, Kamieniec Ząbkowicki, Ziębice, Henryków, Strzelin.
W tytule tej relacji pojawiło się słowo „finał”. Miałem na myśli oczywiście tylko tą wyprawę. Kolejna już niedługo. Tym razem innym środkiem transportu i w inne równie ciekawe miejsca….
Pozdrawiam
Rajmund Jacek Papiernik
Na koniec kilka refleksji i danych technicznych.
W wyprawie wzięły ostatecznie udział dwie maszyny – Suzuki Intruder – 800 cm 3 oraz Herley Dawidson – 1600 cm 3. Przejechaliśmy w sumie ok. 800 km przez 4 dni. Z tankowaniem nie było najmniejszych problemów – ilość stacji jest wystarczająca. Śniadania i kolacje jedliśmy w miejscach noclegu. Specjalne podziękowania dla: Hotelu Interferie z Głogowa(www.glogow.interferie.pl/), Zamku Kliczków (kliczkow.com.pl/), Zamku Czocha koło Leśnej (www.zamekczocha.pl), Western City w Ściegnach (www.western.com.pl/) oraz Zamku Na Skale w Trzebieszowicach(www.zameknaskale.com.pl/) . Średnio dziennie zużywaliśmy ok. 10 l paliwa na motocykl, Suzuki troszkę mniej, Hary troszkę więcej. Biorąc pod uwagę, że jeździliśmy dosyć krętymi drogami wynik całkiem niezły. Myślę, że wybór lokalnych dróg zamiast szybkich tras był trafny. Zdecydowanie przyjemniej jedzie się gdy na drodze jesteśmy tylko my i przepiękne pejzaże. Niestety zdarzały się odcinki gdzie trzeba było dobrze trzymać kierownicę aby nie wylecieć z drogi ale w ogólnym bilansie było ok. Szczególnie dwie drogi godne są polecenia zarówno ze względu na jakość nawierzchni jak i widoki. To drogi: nr 292 na odcinku od Chobieni do Głogowa – piękna szeroka trasa, wspaniałe pejzaże, samochody prawie tamtędy nie jeżdżą oraz droga nr 350 gładka jak stół od Bolesławca do Kliczkowa – biegnąca przez wspaniałe Bory Dolnośląskie. Inna refleksja która nasunęła mi się podczas podróży to, że bardzo często spotykaliśmy znaki tras rowerowych których mamy na Dolny Śląsku dosyć dużo. Ile dokładnie będziemy wiedzieli jeszcze w tym miesiącu ponieważ trwa inwentaryzacja tras turystycznych prowadzona przez Dolnośląską Organizację Turystyczną.
Wiele osób zapyta pewnie czy objechaliśmy cały Dolny Śląsk? Nie – objechaliśmy zaledwie jedną dziesiątą tego co jest warte zobaczenia i dotknięcia w naszym rejonie. Dzięki bogatej historii Dolny Śląsk jest miejscem niesamowitym i pełnym tajemnic. Jak go zwiedzać? Samochodem a może rowerem ? W każdy możliwy sposób – samochodem, motocyklem, pociągiem, autobusem, kajakiem, rowerem a nawet na pieszo. Z Jakubowa zaczyna się przecież dolnośląski odcinek szlaku pielgrzymkowego św. Jakuba do Santiago de Compostela.
Na naszej trasie przejechaliśmy przez następujące miejscowości:
Wrocław, Zawonia, Krośnice, Milicz, Żmigród, Wińsko, Jemielno, Chobienia, Głogów, Jerzmanowa, Jakubów, Przemków, Chocianów, Chojnów, Złotoryja, Lwówek Śląski, Bolesławiec, Kliczków, Nowogrodziec, Lubań, Leśna, Mirsk, Stara kamienica, Jelenia Góra, Ściegny, Kowary, Kamienna Góra, Krzeszów, Chełmsko Śląskie, Mieroszów, Boguszów Gorce, Głuszyca, Nowa Ruda, Srebrna Góra, Bardo, Kłodzko, Trzebieszowice, Lądek Zdrój, Złoty Stok, Kamieniec Ząbkowicki, Ziębice, Henryków, Strzelin.
W tytule tej relacji pojawiło się słowo „finał”. Miałem na myśli oczywiście tylko tą wyprawę. Kolejna już niedługo. Tym razem innym środkiem transportu i w inne równie ciekawe miejsca….
Pozdrawiam
Rajmund Jacek Papiernik


